Na pierwszy rzut oka właściciel starego systemu opustów ma przecież „sieć = akumulator” – oddaje 1 kWh, odbiera 0,8 kWh (instalacje ≤10 kW) lub 0,7 kWh (10–50 kW). Dodatkowo prawo gwarantuje taki model rozliczeń przez 15 lat od daty przyłączenia (czyli nawet do 2037 r. dla instalacji zgłoszonych przed 31 marca 2022 r.)
Mimo to magazyn może się opłacić w trzech sytuacjach:
1. Minimalizacja „podatku 20 % / 30 %” – własna bateria pozwala zużyć całość produkcji, zamiast oddawać część za darmo.
2. Bezpieczeństwo zasilania – sieć padnie, a Twoja lodówka dalej mruczy.
3. Ograniczenie przepadu nadwyżek – w opustach po 12 m-cach niewykorzystany kredyt przepada; bateria chroni przed „datą ważności”.
Ekonomia? Magazyn 10 kWh kosztuje dziś 10 000–35 000 zł. Przy typowym domu zużywającym 4 000 kWh/rok, bateria pozwala zaoszczędzić dodatkowe \~800 kWh (wartość równą utraconym 20 %) – to ok. 500 zł rocznie przy cenie 0,62 zł/kWh. Prosty czas zwrotu waha się więc od 7 do 15 lat. Jeśli dodasz wartość backupu (unika się strat żywności, praca zdalna nie staje), „miękki” ROI jeszcze spada, ale czysto finansowo bateria ma sens głównie dla prosumentów z dużymi nadwyżkami i/lub częstymi przerwami w dostawach.
A net-billing bez magazynu?
Nowi prosumenci sprzedają nadwyżki po cenie RCEm – w maju 2025 było to 0,217 zł/kWh, a w marcu tylko 0,183 zł/kWh – by kupować prąd po detalicznej stawce 0,62 zł/kWh (zamrożenie do 30 IX 2025). Rachunek prosty jak drut: oddajesz energię trzy razy taniej, niż ją później odkupujesz, a stałych opłat dystrybucyjnych i tak nie unikniesz.
Opłacalność bez baterii zależy od… samego prosumenta:
Wysoka autokonsumpcja (≥40 %) – instalacja o mocy dobranej „pod siebie” nadal zwraca się w 8-10 lat, bo unikasz zakupów w taryfie detalicznej.
Niskie zużycie w dzień / duże nadwyżki – wtedy depozyt rośnie, a realny czas zwrotu potrafi przekroczyć 15 lat. Tu bateria zaczyna się bronić.
Przyszłe zmiany prawa – rząd zapowiedział „dopalenie” net-billingu bardziej korzystnymi przelicznikami. Jeśli nowe bonusy wejdą w życie, dysproporcja cen może spaść, poprawiając ROI także bez magazynu.
Szybkie porównanie (bullet-style, bo tabelki są dla księgowych)
Net-metering + brak magazynu
Najtańsza opcja, ale tracisz 20-30 % oddanej energii i ryzykujesz przepadającą nadwyżkę po roku.
Net-metering + magazyn
Zyskujesz 100 % autokonsumpcji i ochronę przed blackoutem, lecz płacisz >10 tys. zł; zwrot 7-15 lat – sensowny przy dużych nadwyżkach lub słabej sieci lokalnej.
Net-billing + brak magazynu
Opłaca się tylko, gdy większość produkcji spożywasz na bieżąco; każda „sprzedana” kWh boli, bo kupujesz ją później 3× drożej.
Net-billing + magazyn (bonusowo)
Nie pytasz „czy warto?”, tylko „kiedy warto”: im większa różnica RCEm ↔ detal, tym szybciej bateria się spłaci (po zamrożeniu cen bariera może znów rosnąć).
Werdykt bez owijania w bawełnę
Masz stary net-metering, wysokie nadwyżki i boisz się zaników napięcia? – tak, bateria ma sens.
Masz stary net-metering i zużywasz prawie całą produkcję? – nie spiesz się; na razie sieć jest tańszym „akumulatorem”.
Jesteś nowym prosumentem w net-billingu i szyjesz instalację pod autokonsumpcję? – magazyn nie jest obowiązkowy, ale policz, czy różnica RCEm/detal nie „zjada” zysków.
Nadwyżek w net-billingu masz więcej niż kot napłakał? – kup baterię albo zmniejsz moc instalacji; inaczej odsprzedajesz prąd za grosze.
Innymi słowy: jeśli Twoja fotowoltaika musi dorabiać do domowego budżetu, licz każdą kWh jak złotówkę w skarbonce. A gdy ceny hurtowe znów spadną poniżej drożdżówki z siedmioma ziarnami… bateria będzie Twoją najlepszą tarczą.
Podziel się:
