Ciąg dalszy dyskusji, która odonosi się do poprzednich publikacji.
Jedzie akumulator, jedzie - Czytelnik z Tychów
Jedzie akumulator, jedzie - Zakup akumulatora w sieci Cz. 1
Jedzie akumulator, jedzie - Zakup akumulatora w sieci Cz. 2
W bogatej internetowej ofercie znajdują się obecnie wszystkie towary i usługi oferowane równolegle do rynku konwencjonalnego.
O wyborze takiej formy sprzedaży towarów i usług decyduje łatwość dotarcia do klienta masowego, optymalizacja kosztów czy po prostu moda i sam fakt, że taka możliwość istnieje. W sieci handlują firmy wyspecjalizowane w tej formie, których jedynym adresem jest adres ''email'' i takie które mają swoje realne siedziby i ehandel traktują jako uzupełnienie oferty lub nawet tylko swoistą reklamę.
A co tak naprawdę decyduje, że kupujemy w sieci - na pewno wygoda, gdyż bez ruszania się z miejsca , w ciągu 24 godzin , otrzymujemy upragnioną rzecz. Duża podaż sprawia, że i ceny są relatywnie niskie a często z samego faktu takiej możliwości. W tej masie towarów krążących po świecie od zarania ludzkości a obecnie jakby intensywniej ze względu właśnie na internet, nie może zbraknąć naszego bohatera -'' imć pana akumulatora'' - także tego kwasowo-ołowiowego z elektrolitem płynnym.
O ile na pewnym etapie podróży może on stanowić 100% ładunku kontenera, wagonu kolejowego, samochodu czy palety, to pod nasze drzwi dotrze już w towarzystwie innych paczek. W czym problem? ...Ano w tym ,że akumulator kwasowo-ołowiowy to niestety towar wybuchowy ze względu na obecny w nim wodór będący produktem ubocznym zachodzących w akumulatorze reakcji - oczywiście zjawisko to występuje intensywniej w czasie ładowania akumulatora ale zawsze jest ryzyko, że pewna ilość w nim pozostanie na dłużej. To co w środku chlupocze , to niestety kwas siarkowy - co prawda jako 33% roztwór zwany elektrolitem - ale zawsze, jako że jest to substancja żrąca, będzie stanowić zagrożenie a elementarne przepisy bhp jasno precyzują sposób obchodzenia się z takim ''towarem''.
Wiele już zrobiono w temacie szczelności akumulatorów, ale tylko pod kątem ograniczenia parowania wody z elektrolitu aby nadać niektórym akumulatorom miano ''bezobsługowy''. W praktyce skomplikowany system kanałów wentylacyjnych we wieczku akumulatora znacznie ogranicza odparowanie cieczy jednak nie eliminuje całkowicie, a co za tym idzie daje możliwość wydostania się cieczy na zewnątrz w przypadku np. transportu akumulatora w pozycji innej niż ta robocza. Jeśli już nawet nic z niego nie wycieknie na zewnątrz, to po kliku, kilkunastu godzinach ''leżakowania'' na pewno dojdzie do przelania się elektrolitu pomiędzy celami co grozi w skrajnych przypadkach utratą właściwego poziomu tej substancji i w efekcie zniszczenia akumulatora. Te i inne cechy nakazywałyby szczególnego traktowania akumulatora w transporcie aż do momentu zamontowania go w pojeździe bądź urządzeniu na przygotowanym konstrukcyjnie miejscu.
Zapewnienie tych szczególnych warunków transportu jest oczywiście możliwe ale czy opłacalne dla przewoźników za kilkanaście złotych - bo taka kwota stanowi o konkurencyjności zakupu akumulatora w sieci.
Czy taki ''indywidualizm'' jest możliwy w ofercie transportu masowego paczek?
A to nie wszystko - do pełni szczęścia potrzeba jeszcze fachowego montażu akumulatora ( czasami bardzo fachowego).
Dość częstą niesprawnością akumulatora jest jego rozładowanie i podjęcie decyzji o zakupie nowego jest pochopne a bez wnikliwej analizy przyczyn takiego stanu rzeczy ( brak ładowania, nadmierne upływy prądu w niesprawnej instalacji lub zwyczajne rozładowanie na wskutek jakiegoś zaniedbania) narażamy się na bezzasadny wydatek i ryzyko, że nowy akumulator szybko podzieli los starego i prawie na pewno sprzedawcę czeka ''pogawędka'' z kupującym na temat jakości sprzedawanego towaru - rzadko miła.
O tym co trzeba w tych okolicznościach robić napisałem już w poprzedniej części. Odrębnym zagadnieniem jest ustawowy zwrot zużytego akumulatora, który już nie zawsze jest czysty, cały i starannie zapakowany ( kto się by się tym miał zając ?). Paczka zwrotna - jak sugeruje nasz czytelnik w specjalnym pojemniku - to następne kilkanaście złotych, ADR-ry też dopłata extra.
Mam nadzieję, że poruszony temat pozwoli wypracować skuteczne mechanizmy w tym zakresie, zapraszam do wypowiedzi na łamach portalu AkuBiz.biz
Andrzej Maciąg
redaktor
Podziel się:
