wróć do artykułów

Czy złom akumulatorowy jest największym przekleństwem naszej branży ?

Szanowny Panie Redaktorze Naczelny, na początek kilka słów osobiście do Pana.

Śledzę Pańskie poczynania od bardzo dawna i o ile początkowy efekt Pana pracy zdecydowanie przypominał "Ctrl C i Ctrl V", to od kąd wprowadził Pan własne testy i dzieli Pan się opiniami dotyczącymi produktów, promocji i firm - uznaję Pana pracę za wartościową i zmierzającą w właściwym kierunku.

Powszechnie wiadomo, że zajmuje się Pan również sprzedażą akumulatorów, choć widzę, że stara się Pan mocno od tego dystansować. Zupełnie nie potrzebnie, bo dzięki temu, że zna Pan branżę od podszewki, jest Pan wiarygodny pod kątem zakresu wiedzy i znajomości branży. Proszę aby Pan nie zwracał uwagi na osoby które Pana krytykują, bo w większości są to przedsiębiorcy, którzy bez oszukiwania klientów naklejką i nielegalnym obrotem złomem, nie mieli by szans funkcjonować na rynku.

Duże i porządne firmy już doceniają Pana pracę i z tego co słyszę od moich "dużych" kolegów, mocno trzymają kciuki za sukces Pana portalu, bez względu czy ktoś kwestionuje Pana obiektywność i bezstronność.

Ale do rzeczy.

Nie doczekałem się w Pana portalu artykułu dotyczącego patologii, które powodowane są złomem akumulatorowym. W związku z tym postanowiłem poruszyć ta sprawę na forum publicznym Państwa portalu AkuBiz.biz.

Zajmuję się handlem akumulatorami od połowy lat 80-tych i widziałem na rynku już wiele. Ale parafrazując klasyka, nie sądziłem, że doczekam czasów w których ogromna większość firm robi tak wiele, aby zarobić tak nie wiele. Nie będę podążał utartą ścieżką i mówił, że winne jest Allegro czy nieodpowiedzialna polityka handlowa producentów. Nie! Choć pogoń producentów czy importerów za kolejnymi sprzedanymi sztukami, już dawno doprowadziła do nadpodaży akumulatorów na Polskim rynku. 

Całą sytuację zaciemnia nielegalny obrót złomem, który stał się głównym źródłem zarabiania w naszej branży. Patologia rodzi patologię. Dziś opłaca się sprzedać akumulator zarabiając na nim 20zł od których odprowadzi się podatki, a czyste 50zł ze złomu akumulatorowego schować w kieszeń.

A gdyby nie było złomu? Jak wiele biznesów przetrwało by zarabiając na akumulatorze 20zł? Odpowiedź jest oczywista, podobnie jak retoryczność powyższych pytań. Złom akumulatorowy powinien być wisienką na torcie, powinien być dodatkowym zyskiem w firmie a nie jedynym zyskiem w firmie.

Moja firma od zawsze wystawia faktury na sprzedaż złomu akumulatorowego, choć wiele razy zastanawiam się czy nie zacząć działać jak zdecydowana większość firm w Polsce, czyli kasa w kieszeń a od "złomiarza" wziąć tylko kartę przekazania odpadu.

Przyznam otwarcie, że w chwili zwątpienia w uczciwość naszej branży, chciałem napisać donos do wszystkich skarbówek, aby zestawiły sobie w jednej tabelce liczby wynikające z zakupionych i sprzedanych akumulatorów do ilości przekazanego złomu według kart przekazania odpadu - w odniesieniu do faktur na złom. Wszyscy mamy świadomość co wyjdzie z takiego porównania.

Gdybym wierzył w uczciwość producentów i firm zajmujących się przerobem zużytych akumulatorów, bardzo gorąco optował bym za rozwiązaniem, dzięki któremu złom akumulatorowy wracałby tą samą drogą którą trafił do sklepu. Chodziło by o rozwiązanie, dzięki któremu wyeliminowano by pośredników (nie związanych z handlem akumulatorami), którzy wprowadzają do obrotu złomem akumulatorowym rozwiązania rodzące patologie. Ale i niektórzy producenci oferują KP za złom lub cichą gotówkę - przez co proceder ten ma więcej niż jeden wymiar.

Szanowni koledzy, zachęcam was do przejścia na jaśniejszą stronę mocy! Zarabiajcie na akumulatorach godnie - ale na akumulatorach a nie jedynie na złomie i naklejce. Niechaj klient wie, że płacąc więcej u was zyskuje wartość dodaną do samego produktu, jaką może być: wymiana, serwis gwarancyjny i pogwarancyjny czy pomoc typu "assistance".

Prędzej czy później za oszustwa na złomie przyjdzie Wam zapłacić, a wtedy to już nie jest to 19% podatku (dla liniowców) tylko 75%. Przysłowiowa dobra zamiana nastała i poszukiwanie dodatkowych dochodów budżetowych będzie wymagało od aparatu "opresji podatkowej" działań zmierzających do poprawy ściągalności należnej krajowi daniny.

Nie mamy dużego wpływu na to co robią z ceną największe huty ołowiu w Polsce. Ich działania nieraz są oderwane od realiów (w naszej części europy) przez co złom wycieka na Litwę czy do Czech. Ale mamy wpływ komu sprzedajemy, czy wystawimy fakturę, czy odprowadzimy podatek, czy będziemy etyczni. Ceny są bardzo zbliżone do siebie więc handlujmy z producentami. Najlepiej tymi, których produkty powstają w Polsce.

Konkluzja mojego maila jest taka, że warto działać tak jak by złomu nie było. Tak prowadzić biznes i tak kalkulować ceny aby funkcjonować bez złomu. A opodatkowany dochód z złomu traktować jak prezent pod choinkę. W mojej firmie sprzedaję złom raz na kwartał, a czasem nawet rzadziej. Pieniądze jakie otrzymuję są znaczne i zawsze przydają się na inwestycje. Dzięki temu, że zarabiam na sprzedawaniu akumulatorów, złom jest dla mnie prawdziwą wisienką na torcie.

 

z poważaniem

poniedziałkowy czytelnik

 

ps. ze względu na poruszone tematy proszę o zachowanie mojej anonimowości

 

Podziel się: